sobota, 24 września 2011

XXIV

Czy wszystkie usterki w kwestii optycznej zawsze muszą zwiastować koniec tego, co dopiero się rozpoczęło? Bo słońce dosłownie przed chwilą zaświeciło bladym blaskiem a już zaszło. O ile nie zgasło całkowicie. O zenicie nawet mowy nie było. Wschody słońca wielbię tak samo jak zachody ale ten pośpieszył się wyjątkowo. Ta doba jest stanowczo za krótka. Żądam przedłużenia dnia. A nie powinna ta gwiazda płonąć żywym ogniem? Porażać intensywnością blasku? Iskra przez nią posłana nic nie zapaliła. Zgasła na dzień dobry. Może to i lepiej. Pożary są groźne.
Poważne rozmowy, jak sama nazwa wskazuje powinny być poważne. No i szczere. Jaką mam gwarancję, że ta właśnie należy do nich? Skąd mam wiedzieć jak jest naprawdę? Może znowu porobimy sobie żarty z siebie nawzajem? Fajnie będzie. Zróbmy coś dla zabawy. Najlepiej czyimś kosztem. Tak jest najtaniej. Ale jak efektownie. Wręcz niebo pełne fajerwerków. A jakież one kolorowe. Zdumiewające. A ten deszcz to skąd? Zaraz, zaraz. Dlaczego jest dziwnie słony? Morze wyparowało? Nie, to nie morze. To ocean. Jaki? Rozczarowania, smutku i żalu. Nie wmawiaj mi, że na mapie go nie ma. Jest. Ogromny, wyraźnie zaznaczony. Na mapie życia.  A te połacie szarości? To właśnie on. Nie przepłyniesz go. Kiedy osiągniesz wrażenie, że już jest dobrze, że wszystko się ułożyło, dzieje się tak jak powinno., jakiś nowy epizod zdaje się zaczynać. Ta, jasne. Nie uciekniesz od niego. On wróci z początkiem czegoś nowego. Wyparuje, dogoni cię i skropli dokładnie nad twoją głową. I wielka szarość cię dopadnie. Utoniesz w niej. Takie przynajmniej będzie wrażenie. Bo serce dalej bić będzie ale ta krew którą pompuje zmieni barwę. Jak myślisz,  na jaką? Masz rację. Myślisz. To dobre przyzwyczajenie. Dobre przyzwyczajenia się ceni. To zaleta. Wszelkie pozytywnie cechy jednak nie uchronią cię przed nią. To będzie w każdej komórce. Krwiobieg o to zadba. Nie martw się o to. To będzie w tobie. Tam w środku. Nikt o tym nie będzie wiedział. To osobista tragedia. Wnętrza tak po prostu nie wyjmiesz z siebie i nie położysz na srebrnej tacy. Nie podbiegniesz do pierwszej lepszej osoby. Nie zaniesiesz tego nikomu. Nikt o tym się nie dowie. Wnętrza się nie pozbędziesz. A to będzie w tobie. W twoim wnętrzu. Nikt się o tym nie dowie. To twoja osobista tragedia. Nie próbuj tym wymiotować. Nie da się. Nic na siłę. Tylko ktoś obeznany w fachu, znający się na rzecz ma szansę poznać co się dzieje. Tylko ten, który ma za sobą lata praktyki, dostrzeże w twoich oczach, że krew nie jest czerwona. Wiesz, że jeśli nic z tym nie zrobisz, ona będzie ciemniała do tego stopnia, aż twoje brudne żyły będą biły czernią? Jakiż to wspaniały kontrast. Pod warunkiem, że masz nieskazitelnie białą skórę. Nie masz. Też nie mam. Nikt nie jest idealny do tego stopnia. Przy naszej karnacji wygląda to beznadziejnie. Lepiej pasują błękitne kable. I szkarłat. Nie czerń. Wniosek? Nie unikniesz zatonięcia. Nie unikniesz tego obiegu. Od ciebie zależy tylko jak szybko cały ten proces przeminie. To ile będzie trwał, zależy od twojej wewnętrznej siły. Od twojego nastawienia. Nie jest tak źle. To nie dno kompletne. Bo większość jest w twoich rękach.
A piękną rzeczywistość przerwała ukochana piosenka. Ojjj piękna ona była. Wśród wyblakłych barw intensywnością wyróżniał się jeden kolor.  Dlaczego akurat właśnie ten? Dlatego, że najwspanialej wygląda w takiej oprawie? A może życiowy sentyment? To w sumie jedno wnika z drugiego . Mów do mnie kolorami. Mów do mnie odczuciami. Mów do mnie emocjami. Mów do mnie uśmiechem i łzami. Mów do mnie gestami. Mów do mnie myślami. Mów do mnie muzyką. Nie mów tylko słowami. Słowa ranią. Najbardziej oczekiwane wiadomości przynosi to, co pozornie nie ma wydźwięku. Umiej usłyszeć ten głos. Przekaz głębszy niż najdoskonalej ułożone zdania. Ufaj emocjom. Nie słowom. One kłamią. Zwracaj uwagę na to, na co nie masz wpływu. Na to co dzieje się samoistnie. Żadnej kontroli. Mówić możesz wszystko. Co tylko zechcesz. Wszystko możesz usłyszeć. Ile w tym prawdy? Rzadko sto procent. Nie ufaj słowom. Ufaj uczuciom.




Ludzie nie patrzą w serca, liczy się tylko wynik
Noce przechodzą w dnie, nawyki wchodzą w krew
Pośrodku tylu sytuacji, które rodzą gniew.

sobota, 17 września 2011

XXIII

Lubię te wieczory kiedy jest zimno. Kiedy siedzimy z miską płatków, talerzem zapiekanek, dzbankiem herbaty i filmem. Nie potrzebna jest cała ekipa żeby się dobrze bawić. Jasna sprawa, że z nimi nie jest nudno ale 'spokojne' noce raz na jakiś czas też są potrzebne. Fajnie jest. I to dziwne uczucie kiedy w weekend śpisz we własnym łóżku. Sama. W swoim łóżku. Bez wygłupów i innych zjawisk. Tylko sen. To trochę dziwne, nawet pomimo faktu, że w ciągu tygodnia jest przecież to samo. W końcu ostatnio caluteńkie 3 dni były spędzane poza domem. Nawet babcia pyta czy wrócę na noc. Już niebawem pójdziemy szkolnym hardcorem. A może i nie..
Cenię sobie wtorkowe popołudnia dosłownie wyjące śmiechem. Takie beztroskie. Dalekie ziemi i rozsądkowi. Jasne, luźna atmosfera to nie wszystko ale jest tak cudowna, tak kusząca.. Melancholia w odpowiednich ilościach też dobra jest.
Zastanawia mnie jak bardzo denerwuję ludzi. Naprawdę, ciekawi mnie to. Biorąc pod uwagę fakt jak bardzo bywam wkurzona na kogoś odpowiedź może być dosyć interesująca. Tak samo jak opinia na temat charakteru której do tej pory jeszcze nie poznałam. Sprawa okryta kurzem. Zapomniana. Szkoda. Jestem mistrzynią w niezamierzonym zrywaniu kontaktów. I bynajmniej nie jest to powodem do dumy. Przeraża mnie ile przez to zaprzepaściłam, ile mnie ominęło. Nie lubię siebie za to. Nie tylko za to. Denerwuje mnie kiedy ktoś zachowuje się różnie w zależności od towarzystwa i sytuacji. Najbardziej w tym boli mnie świadomość, że ze mną jest tak samo. Po prostu czuję tą różnicę. I to jest najgorsze.
Słuchawki zawsze będą poplątane. Zawsze. Chyba że masz kogoś kto z chęcią je rozplącze. A pomoc ta bezinteresowną nie jest. Korzyść własna obowiązkowa. Chociażby najmniejsza. Nienawidzę być zależna od kogoś. To komplikacja genialna. Niczym pies na uwięzi. Właśnie.. Czy na prawdę tak trudno jest zrozumieć, że w pewnych kwestiach niewiele zależy od ciebie? Pełnoletność daje korzyść dotyczącą pewnych ograniczeń. Nikt cię nie zatrzyma. Ale chociażby z szacunku przekraczanie granic wolności nie powinno się przekraczać. Ta.. Aby do osiemnastki. O ile dożyję. Jak to jest, że im bardziej jestem czegoś pewna tym większe jest prawdopodobieństwo niepowodzenia?
Dobijcie mnie jeszcze datą. Świadomy cel można wykluczyć. Przypadek? Raczej. Tego się nie pamięta.





każdy z nas kogoś kocha, widać to po oczach.

sobota, 10 września 2011

XXII

To zdarzyło się wczoraj, aż trudno w to uwierzyć.  Bo właśnie wczoraj pewna część moich muzycznych marzeń się spełniła. Ta moja miłość do hip hopu. Bo dziś to więcej niż cztery elementy. Jednak najbliższym z tych czterech 'głównych' jest mi zdecydowanie rap. Do ludzi którzy to robią mam przeogromny szacunek. Robią to co kochają, wkładają w to serce, czas, pieniądze. Poświęcają często zdrowie, sen. Bo to ich życie. Tracki zapisują prawdą i szczerością. Swoją przeszłością. Niekiedy całe albumy stają się własną autobiografią, odsłaniają kurtynę prywatności. Ale to nie jest sprzedawanie siebie i swoich historii. To parszywe zjawisko zaczyna się wtedy kiedy robisz coś pod wydawcę. Piszesz o tym i w sposób taki jaki dyktują. Dopóki raper robi swoje, nie sprzedaje się.       
Może i rzadko hiphop pojawia się w mediach. Ale     kiedyś było inaczej. W telewizji było gęsto od niego. Przecież stara viva to głównie hh. Ale teraz jest go coraz więcej nawet w stacjach komercyjnych. Rap króluje już nie tylko na osiedlach ale również na listach OLIS . Nie zapominaj o podziemiu. Tam to się dzieje. Talentów masa. Najwięksi zaczynali w undergroundzie. Epki, nielegale. Oni mają to na swoich kontach. Pomimo tylu lat zajawka nadal trwa. I to jest piękne. Od lat robią to co kochają. Propsy za całokształt. Dlatego dla mnie największym wyrazem szacunku dla artysty jest kupowanie oryginalnych płyt. 30 zł, nieraz mniej, to niedużo a prywatna kolekcja ulubionych albumów cieszy bardziej niż cała dyskografia ściągnięta z internetu. Okradanie muzyka i ogłaszanie się jego fanem to nie sztuka. On daje wszystko, ty nic. Zły układ. Dlatego właśnie cholernie żałuję, że nie mam 23:55. Tłumaczenie, że to było pobieranie na próbę, początki z HiFi to żadna wymówka. Żałuję cholernie. Ale na przyszłoroczną płytę jest już miejsce na półce. Tak samo z DGE. Chciałam kupić T-shirt z ich kolekcji ale model który najbardziej przypadł mi do gustu jest niedostępny obecnie. Pozostaje czekanie. Jeśli ktokolwiek uważa, że moje podejście jest chore to ok. Ok, jeśli masz oryginalne albumy. Ale pierdol się jeśli masz komputer pełen mp3 z netu a oryginale płyty widzisz tylko w empiku. Nie poczujesz atmosfery koncertu oglądając nagranie na youtube. Tak, mówię to ja która nie ma krążka ulubionego składu ale nad ranem wróciła z ich koncertu na który bilet kosztował marne 10 zł a nadchodzącą płytę już widzę w swojej kolekcji.

W ciągu jednego dnia udało mi się zrobić trzy rzeczy. Pojechać na Hip Hop Day, być pod samą sceną, nie żałować. Teraz kiedy słucham ich kawałków przypomina mi się wersja live. Przy przeglądaniu po raz setny zdjęć i nagrań banan na całą twarz. Byłam tam, na koncercie tych których wielbię i się kurwa cieszę. Trudno by było inaczej. Gardło od darcia się już boli mniej. Dobrze jest znać wszystkie teksty. Godziny cykliczego odsłuchiwania tracków wyryły je w pamięci. Ręka dalej boli od ciągłego machania. Koncerty hiphopowe mają specyficzny klimat. Chociażby dzięki temu rytmicznemu morzu machających w górze łap. I 'pierdolony hałas'. I te emocje podczas pierwszych wersów. No i ciągłe niedowierzanie, że oto przede mną stoi boski Hades. Diox też. Kebs na gramofonach, Czarny przy mpctce. Energia tłumu. To się czuło. Przerywniki Gurala miały sens. Człowiek wie co mówi. I genialne bity od Matheo. Ale ważne jest to, że przeżywaliśmy to razem. Nie byłam tam sama. I ten widok trojga ludzi stojących na ławce, z rękami w górze, z minami zadowolenia. Pozytywny ten obrazek. Szkoda tylko, że nie byli wszyscy którym zależało. Byłoby jeszcze lepiej. No i jeszcze jedna kwestia.
Mówiąc skromnie, nie żałuję niczego.

niedziela, 28 sierpnia 2011

XXI

Środa na spontanie więc krótki wypad w stałe rejony i kolejna noc nie przespana, czyli jak pod wpływem herbaty gadać jak pod niezłej dawce alkoholu. Oj ludzie, ludzie.. Z kim ja sypiam. Ale wszystko wyjaśnione, zapomniane. Jeśli horoskop sprzed jakiegoś czasu mówi o tym co miało miejsce to zwyczajny przypadek. Zawsze. Bo 1/12 ludzkości ma się przytrafić to samo w tym samym czasie? No proszę. To tylko brednie i przejaw nastroju twórców. A to że kilka razy się sprawdziło o niczym nie świadczy. Już na pewno nie o tym że należy w to wierzyć.
Płakać tak jak oglądać dramaty najlepiej jednak jest w samotności. Efekt psychiczny jest o wiele lepszy.
Ten rok będzie dla nas jedną wielką próbą. Inna szkoła, miejsce zamieszkania. Nic tak samo jak jeszcze kilka miesięcy temu. Nie boję się o to czy temu podołamy. Nie takie rzeczy się robiło, nie takie trudności pokonywało. Obawiam się bardziej bardziej czy oprócz tych kilku godzin spędzanych w szkole, dany nam będzie czas typowo wolny. Te wieczory u nas. Jak dawniej. Weekendy będą zupełnie inne. Trudne.
I tak o to 'cudem' uniknęłyśmy 'urwana rączek'. No i fałszywy alarm. "Rura". Jednak kiedy się pędzi życie ma smak. Kiedy nie masz czasu nawet na zjedzenie. Wszystko w ciągłym biegu. I nie chodzi tu o jakieś zapracowanie, szkołę czy obowiązki tylko o te przyjemniejsze kwestie. Spotkanie tu, spotkanie tam. Nie wiesz czy zdążysz. Oj Życie, Życie.. Jesteś niepoważne. Nie mniej jednak lubię cię. Fajnie, że stawiasz mi na drodze dosłownie wręcz takich ludzi. Oj Życie, Życie.. Jesteś 'rybnięte' nieco. Trzy najwspanialsze rzeczy które dajesz to właśnie ludzie, muzyka i nocne niebo. Nie rozumiejąc wyjątkowości któregoś z tych elementów nie rozumiesz mnie.  A ten koleś mnie wkurzył konkretnie. Nie wiem, nie wiek skąd w nim takie poglądy. Nie rozumiem człowieka. Biorąc nie na poważnie moje podejście do tego co napędza emocje, to co kocham, czuję się jakby nie na poważnie brana była moja osoba. I teksty o zadziwianiu irytują jeszcze bardziej. Serio. Nie rozumiesz, nie wypowiadaj się. Jest ze mną źle. Dlaczego piszę o tym jeśli już się 'wykrzyczałam'? Może dlatego, że to jest naprawdę temat dla mnie ważny. A tutaj, kompletna izolacja od reszty. Pełne zamknięcie i oczywiście zdanie perfekcyjnie wykształcone. Poważnie, nikt tak dawno mnie nie wkurzył. Pomijając oczywiście rodzinę. Serio. Kolega ma talent. Naprawdę, nie mamy o czym rozmawiać.
Możemy piec pianki. Bo mamy rączki.



poczekam aż zatęsknisz wtedy powiem ci spierdalaj.

środa, 24 sierpnia 2011

XX

Mm.. Polska. To jest to. I mimo komarów, niezbyt ciepłej pogody, burz i deszczu to jednak nasz wschodni klimat. Pieprzyć upalne dni i gorące noce kiedy nie masz z kim ich spędzać. Co z tamtych chodzących grzejników jeśli bardziej potrzebna jest lodówka. Tu ma to swoje zastosowanie.Chłodne wieczory mają swój smak. Sobotni to zdecydowanie nutella. Coś z moją pamięcią jest nie tak bo kojarzę tylko sklep, zakupy i właśnie nutellę. Niedziela.. Ach ta niedziela.. Wszystkie smaki i zapachy ogniska. No i kiełbasa w roli głównej. Majaczący zjadacze chipsów i pianek. Świnie, kapsle i komary, przy spadających gwiazdach obalane browary. Trójkąty i słuchawki, zajebali nam dwie ławki. Ale i tak daliśmy radę, bo jakżeby inaczej z takim składem.
I kto powiedział, że rodziny się nie wybiera? Wybiera. Tą swoją własną patologiczną. Był ogień. A później była noc.Ojjj ta noc.. Dywan, kiełbasa, łóżko i spadające gwiazdy do samego rana. I warunki w szopie jako zagadka dnia. I nieudane gejparty. Ci nasi chłopacy.. Na samym środku pustyni towarzyskiej ta szopa się znajduje bez nas. Pieprzyć skromność kiedy sami to przyznają. Czymże byłoby życie na tym świecie bez dziewczyn.. A bez facetów? Istny raj na ziemi. Wniosek? Bądźmy wszystkie lesbijkami. To jedyne słuszne wyjście w świecie w którym miłości już nie ma. Ogródek. Poniedziałek to zapach deszczu, burzy i tego co zniszczyły. Ciągle powtarzane pytanie "Co Ci rozjebało?". Rano smak herbaty, albertowych kanapek i zapach smażonej kiełbasy. Wtorek.. Ketchup, królewskie i zielona cebulka bez noża, I smród dziwny jakiś w miejscu świadczącym o naszej dobrej zabawie i pozostałości po niej. Środa.. Środa dopiero się zaczyna. Znowu deszcz i  błyski. Gorąca czekolada, koc, taras i odgłos spadających kropel. Ciepły powiew wiatru. Tysiące myśli. O wszystkim i o niczym. Co jeszcze dzisiaj się wydarzy, nie wiem. Niech ten wieczór nas zaskoczy. Pozytywnie.
Na chwilę obecną tyle.
I że dzisiaj po raz trzeci będziemy zaczynać rozmowę?





Wstań, zrób coś z tym, ostatni moment.
Tak kończą głupcy, Ty nie musisz. Możesz.

piątek, 19 sierpnia 2011

XIX


Wybaczcie kochani, tęskniła nie będę. Nie. Będę za wami ale nie za Francją. Muszę przyznać, że jednak tych "bąbli" jak kiedyś ktoś to nazwał, jednak brakować mi będzie. Sądząc po dniu dzisiejszym im mnie chyba trochę też.. Ale zacznie się szkoła i zapomną o tym co było. Mam nadzieję, że się tu już nie spotkamy. Zapraszam do Polski. 
Dla mnie prawdziwe wakacje zaczynają się w ten weekend. Prawdziwe znaczy spędzane tak jak być powinny, z tymi naj.  I chociażby nasz hardcore trwał tylko tydzień może być niezapomniany. Hm chociaż prawdę mówiąc kto co pamiętać będzie zależy od głowy i nastawienia. No i pohamowania. Ale jesteśmy młodzi. Nic nas nie obchodzi. No limits? Nie no może aż tak to jeszcze nie. Aczkolwiek raz się żyje.  I tak oto zrodziły się zryte pomysły. I to o Świecie, z podtekstami. Ojj grubo się zapowiada. Już nie mogę się doczekać tej soboty. Szaleństwo dopiero się zaczyna. Powrót do normalności jest bliski. Z każdą minutą zbliża się wszystko co pozytywne. Tęsknie za wami ludzie. Za tym co było i za tym co będzie. A wierzę, że będzie krótko rzecz ujmując jedwabiście. Z wami każda chwila jest wyjątkowa. Nie wiem jak inne składy u nas rodzinne układy. A no właśnie. Rodzina patologiczna ale jednak rodzina. Trochę dziwnie będzie spotkać się z niektórymi po prawie dwóch miesiącach. Cóż, bliskich czasem nie widzi się dłużej. Weekend jest nasz. 
Gdyby się dłużej zastanowić, z księżycem łączy się wiele wspomnień, zarówno tym w całej swej okazałości jak i w nowiu. Najpiękniejszy był pewnie ten ogromny, nisko wiszący, kilkadziesiąt stopni nad ziemią. Tak, ten doskonale pomarańczowy, niemalże płomienny. To musiało być przed świętami. Wydaje mi się, że to dzień kiedy tata przylatywał. Wtedy właśnie odpadła mi folia od telefonu. Taaaak. I to można by rzec, na pkp : > Ojj wtedy jeszcze przez kilka nocy czarował swą wyjątkowością. Przy blasku I i III fazy też się działo. I wcale nie mam na myśli tego co masz Ty, moja droga. Co to to nie. Zaćmienia też były.Często wszyscy wpatrywaliśmy się w niebo. Czy to siedząc, leżąc, stojąc czy już w drodze powrotnej. Zadziwiające jest, że jeśli coś się zaczynało to podczas nowiu. Znalazły by się wyjątki ale zależy dla kogo co się zaczynało. Gwiazdy za to towarzyszyły nam zawsze. Nawet pomimo największego zachmurzenia można było dostrzec ich przebijający się blask. To tak jak ze słońcem. "W takim towarzystwie , to i przy dzikiej pogodzie dla Nas będzie świeciło Słońce." Co prawda, to jednak prawda. To światło zawsze gdzieś tam czeka. 
Kocham, kocham, kocham go. No kocham normalnie. No nie mogę. Cudowny on. Za wszystko. Za podejście do życia, świetne teksty, pogląd na świat, zainteresowania. Za wspomnienia i smak. Za wszystko. Jest cudowny. Noo niee mogę. To jest geniusz. Geniusz po prostu.  
Mam wrażenie, że wszystko mnie przerasta. Z niczym nie radzę sobie. Przez chwilę wydawało mi się , że ze sceny słyszę polski głos. Normalnie słyszałam słowa. Właśnie. Wydawało mi się. Jak zwykle zresztą. Bo czy kiedykolwiek miałam stuprocentową pewność co do czegoś? Nigdy.
Zaraz, zaraz. Jak to miało być z tym rekordem? Że do której? Nie wiem, aczkolwiek tak czy inaczej pobiłam ten niepobity. Dnia 10 sierpnia. Sama. Najlepsze jest to, że nikt o nim nie wie. Czymś takim jednak nie warto się dzielić. Gdyby był dzielony od początku, inna sprawa.


 Żegnaj Valence.




Tyle razy mówiłeś o prawdzie, ani razu nie powiedziałeś prawdy.
Tyle razy brzmiałeś poważnie, nigdy jednak nie byłeś poważny.

środa, 10 sierpnia 2011

XVIII

Po lazurze francuskiej riwiery pozostała jedynie piekąca skóra, ziarna piasku we włosach delikatnie pachnących jeszcze morską wodą, słony smak ust zastąpiony słodyczą polskiej czekolady, kilka kamieni wziętych z błękitnego brzegu na pamiątkę i kilogramy myśli zmieszanych z bezkresnym widokiem morza, wysp, portów oraz plaż. Obrazek urzekający. Pomimo wysokich temperatur ciepły powiew wiatru południa nie pozwalał na odczucie tego gorąca. Zatoki wypełnione luksusowymi jachtami bądź równie urokliwymi mniejszymi łódkami doskonale komponowały się z błękitną głębią i niebem mającym w sobie odrobinę fioletu. Jakby były nieodłącznym elementem śródziemnego krajobrazu tak jak wszechobecne palmy i charakterystyczna roślinność bez której coś by nie pasowało. Drzewa liściaste rosnące przy drogach łączących miasta, pochodzące z innych stref wyglądały dosyć dziwnie przy kwitnących oleandrach i dębach korkowych. O różnego rodzaju palmach nie wspominając. Nie potrafię wyobrazić sobie centrum nadmorskiego miasta bez ich potężnych pni i liści.Tak jak bez piaszczystych i kamienistych plaż, promenad wzdłuż brzegu, wieczornych jarmarków i kawiarnianych stolików ustawionych na przy uliczkach. Te odcienie przejrzystej toni lazuru widziałam już kiedyś w czyichś oczach. Spoglądając na horyzont można dostrzec kilka barw. Nawet zieleń drzew niby obca, jednak znajoma. Może gdyby mogło mi to towarzyszyć, lśniący księżyc otoczony ciemnością nocy i czarnym aksamitem morza nie biłby z taką mocą obcością i samotnością. Pomimo ciepłego powietrza wiało chłodem. Widok wspaniały jednak przykry. Przytłaczający. Już nie wiem co roztaczało smutniejszą aurę. Srebro zawieszone ponad linią wody czy znikający za nią przygaszony ognień.
Te miejsca, tak piękne, nie mają dla mnie żadnej wartości. Najwspanialsze widoki nie mają uroku kiedy nie masz z kim ich dzielić. Kiedy nie masz z kim tego dzielić, nie zapamiętasz tego co cię otacza. Miasta jak każde inne. Nie warte wspomnień ze względu na bladą podszewkę emocjonalną. Nie masz do czego przywiązać uczucia kiedy serce masz zakotwiczone w samotności a od najbliższego brzegu dzielą cię setki kilometrów. Jednak jakiś ląd jest tuż obok. Wyspa. Pomimo domów, bezludna. Spoglądasz ponad horyzont. Bezkresny błękit. Jednak coś widzisz. Widzisz twarze i sceny. To co było i to co mogłoby być właśnie teraz. Teatr wspomnień. Aktorzy to ci najlepsi, najbliżsi. W obliczu swej bezsilności nie możesz nic zrobić więc tylko siedzisz i oglądasz odgrywane przedstawienie, po raz kolejny je przeżywając. Nie ważna data i miejsce. Liczy się fabuła.
Nawet na smak lodów czekoladowych pozostaje nie wzruszona. Chwila, co to oznacza? A oznacza to brak szczególnych sentymentów. No może jedynie wieczorne oświetlenie miasta od czasu do czasu przywoła wspomnienie nocnych wędrówek. Chociaż może i to nie. Ten system tu nie działa. Hm to w sumie dobrze.
Nawet strumień energii od Rundanacji i Dużusia w Czterech Gramach nie pomaga. Oojjj, chłopaki, czy to dlatego, że nie mam siły podnieść rąk w górę? Hm, wielce prawdopodobne. Pomimo mojej oporności i tak was kocham.
I to uczucie kiedy komercyjna tv puszcza kawałek ważny dla kogoś bliskiego tobie. Skaczesz po kanałach i nagle masz przeczucie. Wracasz kilka programów wcześniej i.. strzał w dziesiątkę. Sam początek. Po 20 godzinach od rozmowy o tymże właśnie utworze dziwnym trafem natrafiasz na niego. Jakby specjalna dedykacja, ponieważ dosłownie chwilę wcześniej temat ten przemknął ci przez głowę. Przypadki potrafią być równie piękne jak i zaskakujące. A sam track? Wspaniały.
Teraz kiedy siadam na balkonie z filiżanką aromatycznej herbaty, wpatruję się w nocne niebo, srebrzysty księżyc. Teraz kiedy siadam na balkonie z filiżanką herbaty myślę o tych wszystkich rozmowach na temat gwiazd i wszechświata. Tego punktu tu nie widać. Pamiętam jak film niespodziewanie przyniósł odpowiedź. Pamiętam też ten brak zainteresowania i rozproszenie kiedy o tym mówiłam. Nawet mój zapał nieco ostygł bo aby czerpać z tego stuprocentową radość trzeba jeszcze mieć z kim patrzeć w tamtą stronę. Towarzystwo lub jego brak jednak robi różnicę. Mówią „Nie ma miłości”, więc starczy mi dialog. Cokolwiek, cokolwiek, cokolwiek, byleby w realu. No panie Piotrze, kocham pana. Ale po paru chwilach porzucam ten temat na rzecz samotności. Noc nie jest zupełnie ciemna. Tylko granatowa, lekko szara. Chmury ładnie wyglądają w księżycowej poświacie. Już powoli się zaczyna rozjaśniać. Który to już raz kiedy nie śpię do rana.. Tyle nocy bez snu testem dla zmysłów. Zaraz zaraz. Rozjaśnia się i.. świat oszalał. Cld ma jazdę na szesnastki. Na trzech się pewnie skończy. Tak czy inaczej, lubię to. 
Nadal nie mogę uwierzyć, że to zrobiłam.

Jednak najlepiej pisać pod wpływem.




Ty podajesz mi dłoń, a ja chwytam ją w ciemno
Wiedząc, że wszystko, co najlepsze jeszcze przede mną




Asfalt mi się przypomniał.xd