niedziela, 29 maja 2011

X

Miłości nie ma dziś. Nie ma tej prawdziwej. Jest tylko 'miłość' i przywiązanie. Jedna i druga skutecznie mnie omija ale to chyba dobrze. Nie wyobrażam sobie takiego spotkania. Nie wyobrażam jak ktoś obcy mógłby mnie pokochać. Po prostu tego nie widzę. To niemożliwe.  Nikła uroda, przeciętny wygląd, odrażający uśmiech, szczególnej inteligencji nie odnotowano. Z czym do ludzi. A jednak wychodzę z tym czego nie mam. Krytyka i brak pozytywnych opinii jakoś specjalnie mnie nie obchodzi. Po prostu przekonanie, że miłości dla mnie nie ma wrosło głęboko w moją podświadomość. Jest rodzina, są przyjaciele. Jasne. Oni są zawsze.
Wykład o narkotykach był. Wiemy wszystko na temat wciągania. Nie w nos. Fajnie. Można działać. Równie dobrze mleko może zastąpić czymś mocniejszego. A może zielona? 'Soczek'? Kompletna dowolność. Głowa podobno nie boli a więc niczego nam nie dosypali. Wiedza bez białego doświadczenia. Ci ludzie mnie zadziwiają. Ostatnio coraz bardziej. Czyżby ktoś uległ jakimś wpływom? Taka samoistna zmiana? Moje argumenty kiedyś nie przemawiały. Kompletny brak skutków.  A gdyby tak mieć na kogoś wpływ.. Ciekawe, jak to jest żyć ze świadomością, że jest ktoś, kto przed podjęciem jakiejś decyzji lub nawet w życiu codziennym uwzględnia twoje zdanie.. Wiem kogo pytać.
Czas wielkich zmian i podejmowania niezwykle ważnych decyzji odkładam na później. Perspektywa pozostania kusi. Choćby ze względów uwielbienia stylów. Klimat wydaje się być niezwykłym. W moich wspomnieniach takim jest. Jest tam jakaś magia powodująca, że przy przeglądaniu zdjęć miejsc w których jeszcze nie byłam wypływają ze mnie emocje jak gdyby z tymi kamienicami wiązały się setki wspomnień. Może to przez architekturę. Zachwycającą. Chciałabym. Chciałabym ale nie można po prostu porzucić wszystkiego, zostawić znajomych i ruszyć w nieznane. Po części znane ale jednak nie jest znane do końca. Niby obce miejsce ale dziwnie mi bliskie. Podobieństwo. Uderzające. I sentyment. Kocham to. I właśnie dlatego jestem za. Nawet samotne wędrówki były by efektowniejsze. Urokliwe. Nastrojowe oświetlenie wąskich uliczek wieczoru. Piękny obrazek. Ale nie potrafiłabym zostawić tego co mam teraz. Nie jest idealnie ale nie ma co narzekać. Tak po prostu zrezygnować z tych wyjść, powrotów, spotkań, rozmów.. Z Was. Kontakt by był, jasna sprawa ale to nie to samo. Spotkania żałośnie częste. Wakacje, ale to nie pewne. Święta tak samo. Nie wyobrażam sobie tego. Sama decyzja i działanie dużo ode mnie by wymagały. Szmat czasu poświęcany na naukę. A psychika? Ile byłoby nieprzespanych nocy pełnych tęsknoty i powracających wspomnień. Nie potrzebuję zdjęć żeby pamiętać. Te najlepsze są zakodowane wewnątrz. Bez możliwości usunięcia.  Jeśli się zdecyduję, czeka mnie wiele pracy. Nauka wszystkiego od początku jest jednym z najważniejszych elementów. O reszcie wolę na razie nie myśleć. Mam jeszcze czas ale myślę, że ostateczną decyzję podejmę nie w najbliższym czasie, ale za cztery lata. Tak będzie lepiej. Trochę łatwiej. Teraz byłby to skok na głęboką wodę. Przez ten czas może pewne sprawy się wyjaśnią, coś się zmieni, coś się spieprzy. Może będę żałowała mniej lub bardziej. Może coś mnie zatrzyma.
Tą sprawę odkładam do szuflady. Nie na czarny koniec ale tylko na dno. Żeby łatwiej, szybciej było do tego wrócić. Kiedyś trzeba. Ale to dobrze, że wyszło jak wyszło.
5 spraw równolegle.. I to dosyć istotnych w ostatnim czasie. Ledwo zdążyłam przywyknąć i już trzeba odzwyczajać się? Jednak nie. Jakoś jest. Dajemy radę. Też jest dobrze. Inaczej ale dobrze.






Jeden zwykły dzień może zmienić życie
Jeden zwykły dzień może zmienić świat
Jeden zwykły dzień może dać Ci siłę