sobota, 2 kwietnia 2011

VII

A jednak. Jak to się dzieje, że kiedy ktoś ma problemy potrafię dać tysiące rad i rozwiązań a nie umiem poradzić sobie z własnym życiem? Tylko cholerna bezradność wobec wszystkiego. Bezradność lejąca się gorącymi strumieniami. To nie jest tak, że ja "zawsze wiedziałam co robić". Nie wiem nic. Wczorajszy dzień jest najlepszym na to dowodem. A te potoki łez, których nie można zatamować? Niezależne od mojej woli. Bez powodu. Nieuzasadnione. Tak po prostu. Nie mam na to wpływu. 
Nie oczekuje niczego. Nie potrzebuję żadnego pocieszania i tekstów w stylu "będzie dobrze". Bez działania nie będzie. Bez Ciebie byłoby ciężko. Dlatego nie oczekuję niczego. Tylko bądź. Po prostu bądź.
I nie wahaj się mówić o swoich problemach. Od tego są przyjaciele a tego typu niewiedza sprawia ból           i pozory braku ufności.


I to nie jest tak, że nie byłoby Cię. Byłabyś. Śmierć w takim wieku, komuś takiemu nie jest przeznaczona. Ty ją wykopałaś za drzwi. Nie ja. Ty jesteś silniejsza emocjonalnie. Przeszłaś więcej. Jesteś silniejsza.

Gdyby mnie nie było, nie było nigdy tutaj, tylko wakacje, może byłoby lepiej. Na pewno nie gorzej. Może tak samo.Nie wiem. Ale jestem. Na razie. Do czasu.



Taa. Nie ma to jak chodzenie po ciemku w praktyce, kiedy teoretycznie jest się gdzieś indziej.





Mamy siebie ale nie wiem czy mamy coś więcej.

czwartek, 31 marca 2011

VI

Na co ja liczyłam? Na te codzienne rozmowy? Ciągłe pocieszanie i brak jakichkolwiek tajemnic? Na otwartość i mówieniu na bieżąco czy wszystko jest dobrze? Na to wszystko czego mi brakuje, czego nikt mi nie daje? Może. Chyba właśnie za tym tęsknię najbardziej. Za tymi rozmowami,szczerymi, nieraz do rana. Za tym wszystkim czego nie ma teraz.
Matko kochana, ja histeryzuję. Przecież to wszystko było jeszcze tak niedawno. Nie mogło zakończyć się z dnia na dzień

No moja droga, chyba za późno na ostrzeżenia. Wygląda na to, że już się przyzwyczaiłam. Trochę. O trochę za dużo. To nie uzależnienie. To 'tylko' swego rodzaju przyzwyczajenie. Przyzwyczajenie, którego pomimo wszystko nie powinno być. Jednak nie mam na to choćby najmniejszego wpływu. A może to jest dobre? Może tak musi być..? Ale nie. W tym momencie zaprzeczam samej sobie. To nie może tak być. Stało się. Muszę z tym skończyć bo długo tak nie pociągnę.
A może to jednak uzależnienie..?
Tak, to uzależnienie. Coś czego brak skutecznie odgania sen. Obserwuję właśnie objawy tego cholernego  odstawienia. Bez tego jest jeszcze gorzej niż kiedy jest cały czas.
 






Chcę to co umiesz Ty, 
wiesz, Ty umiesz kochać.

czwartek, 10 marca 2011

V

Nie pytam o nic. Wychodzę z założenia, że jeśliby się coś działo, byłoby fatalnie, po prostu powiesz. Tak jak kiedyś. Coś się zmieniło. Coś się zepsuło. Chwilowy kryzys? Może. Ale zakończmy już to. To nie jest dobre. Wróćmy do tego co było. Do tego, co było tak niedawno.

Nie wiem czy jestem w stanie zapomnieć. Zapomnieć tak po prostu. O wszystkim. Tak byłoby chyba najlepiej. Ale nie potrafię. Nie umiem ot tak wyrzucić wszystko z pamięci chociaż chciałabym. Chciałabym bardzo zacząć wszytko od nowa. Cofnąć się do pewnego momentu, rozegrać to inaczej. Nie tak miało być. Nie o to chodziło. Czasu na zmiany jest niewiele. Sama nie podołam temu. Nie wiem czy chce. Nie jestem pewna czy to coś zmieni,czy to będzie trwało. Nie wiem czy to wszytko warte jest zachodu. Być może nie. I to mnie hamuje. I strach. Strach przed porażka. Bo nadzieję straciłam już dawno. Pochowana jest niżej niż poprzednio.  Niewiele wiary pozostało we mnie. O ile całkiem nie zaginęła. Nie wiem nie na czym zależy mi bardziej. Impas. O co walczyć? Z czym dać sobie spokój? Od pewnego czasu odpowiedz tworzy się sama ale nadal nie jest dostatecznie ostra i widoczna by móc ją odczytać.  Gdzie się podziały tamte wspaniale chwile, rozmowy do późna, wspólnie spędzany czas? Stawiam na cmentarz relacji z przyszłością. Nasze właśnie ją straciły. Moja naiwność kazała wierzyć, że jeszcze wszystko się ułoży, że będzie jak dawniej. Nic się nie ułoży. Klamka zapadła. Wszystko się rozpadło. Rozdział zamknięty. Lubiłam go. Ale trzeba zapomnieć. Boże,daj mi o tym zapomnieć. Nie chce do tego wracać. Zbyt duży ból. Zbyt mało sił.






wiesz, już nie
rozumiem nic, już nic nie kumam,
już nie umiem żyć, nie umiem być,
już nie umiem czuwać, już nie umiem nic,
wiesz, czuję się jak idiota.

niedziela, 6 marca 2011

IV

Jeśli rok temu ktoś by mi powiedział, że wszystko zmieni się do takiego stopnia jaki każda znajomość i nie tylko osiągnęła do chwili obecnej, nie uwierzyłabym. Pół roku temu również. Jednak te zmiany, wniosły wiele dobrego. Myślę ,że nie tylko do mojego życia. Dobrze, że wszystko się tak potoczyło Mamy wspólne plany i
marzenia. Każda chwila spędzona razem  jest wspaniała. Nawet te 'zmarnowane' bo są zmarnowane wspólnie. Nieprzespane noce, godzinne napady nieuzasadnione śmiechu, poważne i 'poważne' rozmowy, wszystko.  Jak można było wcześniej nie doceniać tego co było tuż obok? Czasy ogólnej nienawiści mamy za sobą. Teraz będzie tylko lepiej. Te wakacje będą inne, nie ulega wątpliwości. Zbliża się weekend. Taak o to mi chodzi :]
Nie zmieniajmy tego.

Kwiecień, kwiecień, kwiecień... Do szczęścia brakuje mi tylko więcej słońca, kwietnia i Ciebie. Nawet nie wiesz jak bardzo tęsknię..


Obwiniać mogę tylko i wyłącznie siebie. Duszy nie umyję mydłem.



 
 
 
 
Pani wolność, pan strach, wielu innych
Obok mnie pan fart, pan rozum by nie być naiwnym.

wtorek, 15 lutego 2011

III

Jak się okazuje, wszelkie załamania nerwowe rozeszły się większą czy mniejszą na znaczny procent. Taka zbiorowa 'depresja'. I to nie jest 'taki wiek'. To po prostu rzadziej czy częściej dotyka niemal każdego. Przygnębienie, bezsilność, załamanie, bezradność, pustka. Tak, to chyba to. Najgorsze są wieczory. Puste, samotne wieczory spędzane w ciemnym pokoju, z tępym wzrokiem bezsensownie wpatrzonym w ekran komputera , wszechobecna cisza. I ta cholerna świadomość, że w końcu trzeba odrobić lekcje, wziąć się do nauki, ułożyć chociaż niewielką część tego nieszczęsnego życia. Nic się samo nie zrobi a brak planów i perspektyw jeszcze bardziej dołuje.
Rozłąka nie jest dobra. Za każdym 'kocham', 'tęsknię', 'brakuje mi' ledwo powstrzymuję łzy. Ale tylko na chwilę. Nie życzę tego nikomu. Współczuję tym, którzy wiedzą o czym mówię.





piątek, 21 stycznia 2011

II

Mam wrażenie, że niektórzy, nie wszyscy,  są zdania, że obietnice nie wymagają pokrycia. Są tylko chwilowym 'czymś'. Chwilową deklaracją. A później? Później odchodzą w niepamięć jak wspomnienie o zimie sprzed kilkunastu lat, pod warunkiem, że ta zima była zwyczajną zimą, pozbawioną rewelacji i szczególnych zdarzeń. Te 'obietnice' podobne są do kłamstw z rodzaju tych , w które łatwo uwierzyć. Te dotyczące błahych, mało ważnych spraw. Ot drobne odbiegnięcie od prawdy niemające większego wpływu na całość. Jednak jest to kłamstwo. Jak fałszywa przysięga.
Trudno jest ufać. Tym bardziej zaufać. Zaufać ponownie. Bo kto da gwarancję, że nie będzie żadnych nieszczerości? Ten kto wcześniej nie widział potrzeby mówienia prawdy?
Z drugiej strony z ponownym zaufaniem jest jak wchodzeniem drugi raz do tej samej rzeki. Od momentu wyjścia do powrotu mogła się zmienić. Na pierwszy rzut oka jej fizyczność wydaje się być niezmienioną ale z ponownym 'poznaniem' może okazać się, że jednak nie jest tą samą rzeką którą pamiętaliśmy, nie jest tą którą znaliśmy. Jej woda, czyli 'wnętrze' mogło zostać zatrute lub pozostać bez zmian. Może być dzięki czyjejś pracy czystsza. Ktoś mógł ją 'uzdrowić' ale nie można tego ocenić z daleka, nie zbliżając się. Trudno to stwierdzić wyłącznie po jej biegu czy szumie. Potrzebna jest bezpośrednia 'relacja'. Nie jest dobre zakładanie, że jest zanieczyszczona lub ślepa wiara w jej nieskazitelność. Podobnie jak z owym ponownym zaufaniem. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. 

Ktoś mógłby powiedzieć, że mówiąc o nieprawdzie widzę źdźbło w cudzym oku a nie dostrzegam belki we własnym. Nie. Staram się jak mogę unikania blefu. Często się udaje ale.. Drobne kłamstwa się zdarzają każdemu, bez wyjątku. Rzeczą ludzką jest błądzić. 
Jestem tolerancyjna. Do czasu. Prawda nie może być nieszczera. 






To świat w którym szczerość więdnie
Kłamstwo trzyma w szponach
Wokół czają się fałsz i zdrada
Prawda jest najcenniejsza
Używa się jej oszczędnie.

środa, 19 stycznia 2011

I

Nie lubię pierwszych postów. Bo tak właściwie o czym pisać? O sobie? Na wejście mówić o tym, co mnie denerwuje?
Hmm a może połączyć te dwie sprawy mówić o tym,co mnie denerwuje we mnie? 'Temat morze' ale na początek przyczepię się tylko jednego. Wszystko w swoim czasie. Tak będzie chyba dobrze. A więc nienawidzę siebie za to, że zbyt często spoglądam w przeszłość. Czasem myślę, że wspomnienia są realniejsze od widoków. Wiele piosenek kojarzy mi się z danym momentem. Są to melodie nasiąknięte pozytywizmem jak i te ciągnące za sobą długą wstęgę smutku i bólu. Żałuję wielu rzeczy, ale podobno nauka na błędach jest najlepszą z nauk. Błędy własne czy cudze-zawsze wnoszą do życia jakieś nowe doświadczenia. To pomaga.
Mówiąc o tym co było, z nieznanego źródła płynie wiele kawałków Pezeta. Dziś, Gubisz ostrość, Retro, Ponad wszystko i cała reszta tłucze się gdzieś po mej głowie. Gość jest jak zajebisty, że potrafi wszystko doskonale ubrać w słowa.Nawet jakieś problemy i inne rzeczy o których trudno mówić. Przekazuje to w taki sposób, że nawet w największym dole mam ochotę słuchać o 'moich' zmartwieniach opisanych w Muzyce emocjonalnej. Ale nie tylko tam, Uwielbiam każdą jego płytę. Każda posiada duszę, teksty z przesłaniem i dobre bity. A płyta z Małolatem? Świetna. Chociaż po pierwszym przesłuchaniu 'na szybko' miałam mieszane uczucia ale teraz mogę ciągle jej słuchać. Oczywiście powalający kawałek z powalającym Małpą. Gdzie byśmy dziś byli - emocje, wspomnienia i czarna przeszłość. Małolat w rewelacyjnej roli lekarza w klipie Dopaminy.
Cieszy mnie fakt, że Pezet planuje nowe płyty. Małolat też. I bardzo dobrze.
Słuchając Gdzie byśmy dziś byli przypomina mi się kilka moich 'niebezpiecznych 'momentów.
Takie historie jak ta - nie policzę na palcach.
Mogłem liczyć wtedy tylko na farta.
Mogły znicze płonąć nade mną
i nie raz, nie dwa było blisko do tego.
Myślę o tym, kiedy zrobi się ciemno,
kto i czemu wtedy czuwał nade mną?
Nie rozumiem sensu tych chwil i
do dziś myślę, gdzie byśmy dziś byli.
Ktoś mógłby pomyśleć, że nie było ani jednej chwili w której niewiele dzieliło mnie od 'drugiej strony'. Niestety prawda wygląda inaczej. Było kilka takich sytuacji ale nie lubię o tym mówić.

Pezet, Małolat i reszta raperów, no dobra. Ktoś może zapytać co z metalem skoro tak go podobno uwielbiam? Metal jest. Głównie symfoniczny. I tutaj bezgranicznie wielbię Apocalypticę. Absolutny profesjonalizm i zamiłowanie do tego co robią. Każdy utwór pomimo tego, że bez wokalu, ma w sobie coś dzięki czemu ciągłe słuchanie nie nudzi. Muzyka niezwykle emocjonalna. Jedna piosenka słuchana w smutku czy wielkiej radości jest doskonałym oddaniem ogarniających mnie uczuć.Wspaniała harmonia dźwięków. Uspakaja, daje do myślenia i daje kopa do działania.

Nie. To nie ma sensu. Miałam pisać o tym co jest denerwujące we mnie a wyszła prawie recenzja płyty i inne wywody  muzycznie. Eldo, Michael Jackson, Queen, Nirvana, Małpa, Donguralesko, O.S.T.R, Avenged Sevenfold, Within Temptation, Three Days Grace... Mogłabym pisać co w ich twórczości cenę. Ale po co? Czy kogokolwiek to obchodzi? Czy ktokolwiek słowo po słowie doczytał do tego momentu? Wątpię.





Bo niedawno premiera była :]