poniedziałek, 13 sierpnia 2012

XXXII

Jednak najwspanialsze nocne niebo jest tylko wtedy, kiedy masz obok siebie bliskie ci osoby. Najpiękniejsze gwiazdy spadają tylko wtedy, w pełni swego kosmicznego majestatu. Tylko wtedy mają najjaśniejszy blask oślepiający serce. To, że ktoś jest dla ciebie ważny przekłada się na niebo. Dlatego mimo chmur widzisz wszechświat. Skoro dzięki przyjaciołom możesz ujrzeć świat w lepszych barwach, to czemu nie galaktykę? Każde obserwacje z Wami były nie tylko zwykłym spoglądaniem w przeszłość tego, co nas otacza ale również myślami kierowanymi do naszej wspólnej przeszłości, przyszłości i milczenia. To wszystko jest i będzie nasze. Każda spadająca gwiazda to takie nasze małe szczęście. Chwila radości i euforii. "Spada, spada! Widzisz ją? Leeeci nad nami. Widzieliście?" Ileż to razy krzyczeliśmy leżąc na mokrej trawie, ciepłym asfalcie czy schodach? Zobaczyć razem ten sam pędzący ogień to jak wypowiedzieć w tym samym czasie te same słowa. Czuje się ten entuzjazm, który wygasa patrząc w niebo samej.  Z Wami wszystko jest lepsze, doskonalsze. Tutaj, z daleka od domu inne, gorsze, bardzie ponure, smutniejsze. Nic nie jest takie samo. Gwiazdy nie są tak jasne, niebo to drwina. Jedynie Pas pozostaje najbliższy ideału. Ale  nawet gdyby każdy jasny punkt znajdował się dokładnie w tym samym miejscu co jeszcze parę dni temu, bloki i latarnie zniknęły, góry obniżyły, marne to pocieszenie zważywszy na brak obecności tych kilka osób. Kocham Was jak gwiazdy, jak Księżyc w pełni i zachodzące słońce, jak letnią mżawkę, ciepły wiatr, powietrze po deszczu, ser żółty, miód i muzykę. Ale mimo to żadne z tych rzeczy nie jest w stanie Was zastąpić. Nie spodziewałam się wielu spraw, tak jak tego rozwoju wydarzeń. Czasem zastanawiam się czy to nagroda, czy kara od Boga. Na pewno próba. Ale damy radę bo jesteśmy r o d z i n ą . "Z koleżanką żyłaś jak z siostrą.." Miesiące streszczone w słowach wypowiedzianych przez osobę po której nie spodziewałabym się takiego stwierdzenia. Życie jednak zaskakuje. Ale zaraz, zaraz. Skoro porównanie do siostry to raczej nie ma mowy o koleżeństwie. I raczej też nie o relacjach rodzeństwa bo z tym bywa różnie. Chęć codziennego spotkania i zwyczajnego przebywania ze sobą nie jest dosyć powszechnym zjawiskiem między spokrewnionym rodzeństwem. Kłótnie zdecydowanie rzecz normalna. Ale nie u nas, bo u nas wszystko jest inne, wyjątkowe. Może za sprawą różnic genetycznych.. Chociaż raczej dzięki niezwykłym więziom. Nie wiem. 
Wasz świat jest moim, a mój Waszym. Dom jest tam, gdzie serce, korzenie i rodzina. Dlatego tego tutaj nigdy nie nazwę domem. On znajduje się 2 000 kilometrów na wschód. Kochana Polsko...






Bo jest paru ludzi, bo jest parę w życiu dobrych chwil,
Bo jest parę złudzeń, które warto mieć by żyć..

niedziela, 22 kwietnia 2012

XXXI

Przykra rzeczywistość przeszła z papieru, siadła obok mnie i opowiadała o sobie. Dosłownie namacalna. Na wyciągnięcie dłoni. Mówiła o ciężkim brzemieniu codzienności. Bez owijania w bawełnę. Bo po co. Bezpośredniość jest drastyczna. Drastyczność jest niezbędna w pewnych kwestiach. Nadaje dramatyzmu. Cienka czerwona linia. Dalej nie przejdziesz. Wiesz co tam Cię czeka. Twój wybór. Ale i tak nie pójdziesz tam. Nie pójdziesz. Nie jesteś egoistą. Zostajesz po tej stronie. Zostajesz ze mną. Nie puszczę Cię tam. Nigdzie nie idziesz. Cienka czerwona linia. Ściana ognia podsycana realnością i wiarygodnością. To chyba jasne, że taka wiadomość to nie byle błahostka, przyjmowana ze stoickim spokojem. Nie potrafię myśleć o tym o suchych oczach. Nie potrafię. Nie potrafię wyobrazić sobie tego. Widziałam. Widziałam. Widziałam mimo ciemności. Widziałam. Widziałam to. Na własne oczy, ujrzałam to, co mnie przeraża. Pokazała. Odsunęłam to, czego się obawiałam. To, czego obawiam się nadal. Ona siedziała dalej, kontynuowała opowieść. Miałam ochotę ją objąć. Ulżyć cierpieniu. Ale i tak za dużo namieszałam. Mówiła. Jeszcze do końca nie mogę uwierzyć. Matko.. Tak mało.. Tak mało brakowało.. Szansa za szansę?  Jakie to uczucie? Jak żyje się z taką świadomością? Dziwnie czuję się ze swoją bezradnością w obliczu czegoś co znam. W pewnej części. Wiem, jak jest ciężko. Kolejne opowieści to kolejna porcja wiedzy. I zrozumienia. Niezbędnego zrozumienia. Ale to nie wszystko. Dużo, ale nie wszystko.  Potrzebne są działania. Tylko nie mów mi, że chcieć to móc. Nic nie mogę zrobić. Jestem żałosna.
Zwycięski taniec u stóp Mount Everestu marzeń? Nie. Nie, nie, nie. Zdecydowanie nie. Absolutnie nie. Nie tak miało być. Nie tak miało wyjść. Nie tak miało wyglądać. Nie tak miało się okazać. Nie miało ranić. Mam dziwny zwyczaj wycofiwania się, kiedy czas wziąć odpowiedzialność za swoje czyny i słowa. Nigdy nie mam takiego zamiaru ale zawsze, ale to zawsze dzieje się tak samo. Milczenie i obojętność. Błędne koło bierze swój początek za każdym razem  w tym samym miejscu. To dzieje się samoistnie. Podświadomość krzyczy. Może umiem tylko ranic? Jak inaczej nazwać odrzucenie uczucia?
Zazdroszczę Wam jednego. Możliwości poznania wcześniej osób z którymi spędzicie najbliższe 3 lata. Ten błysk w oku i uśmiech kiedy odwiedzamy kolejne pracownie, idziemy korytarzami które powitają Was we wrześniu... Patrzycie na szkoły i wiecie, że tu wrócicie. Widzę Was między tymi murami, w tych ławkach, przy tych tablicach. Z niepewnością odwracacie się do nauczyciela pytając czy zadanie jest dobrze rozwiązane. Jest. Nie robił to byle kto. Nie jest łatwo, bo to już nie Nasza szkoła sentymentów a nowy rozdział w życiu każdej. Już nie wszystkie razem. Już nie siedzimy rano na świetlicy. Nie odwiedzamy pani Joli. Nie piszemy wspólnie sprawdzianów, wymieniając się kartkami. Nie wracamy do domu razem po siedmiu godzinach. To już nie to samo. To nie Nasza szkoła. Więcej ludzi, więcej nauki. Ale radzicie sobie. Jesteście najlepsze. Jak zawsze. Wy. Wy. Wy, te moje zdolne dziewczynki, które z każdej sytuacji mistrzowsko znajdują doskonałe wyjście. Te, mające zawsze swoje zdanie, swoje ideały i ambicje. Charaktery z pazurem i poczochranymi włosami. Z takimi osobowościami nie zginiecie w tym marnym świecie. Jeśli nie śmiechem i spojrzeniem, zabjecie inteligencją. Ociekacie zajebistością aż na tablicy pojawiają się zacieki. To jezdnia chodzi po Was, nie Wy po niej. Możecie wszystko, nie musicie nic. Świat należy do Was. Proszę tylko o jedno - nigdy nie zapominajcie o Powadze. W końcu to Nasze drugie imię. Jesteście najlepsze. Niezastąpione. 




I nieważnie, że świat na którym przyszło Ci żyć, lepszym wydawał się być
Nieważne.. 

czwartek, 9 lutego 2012

XXX

I tak moje własne, prywatne dobro stało się dobrem publicznym. Kunszt ofiarowany właśnie mi. To niewielki dar. Spokój w wybornej formie z dreszczami w pakiecie. Zależnie od sytuacji, podkład smutku i radości. Gest niewielki, lecz daje wiele. Każdy taki podarunek, to kolejny sentyment, kolejne łzy, kolejny uśmiech. Szczegół ubarwiający codzienność. Tak, jestem samolubna. Chcę posiadać na wyłączność, coś mającego ogromną wartość uczuciową dla mnie, tylko i wyłącznie dla siebie. Ale czasem emocje są silniejsze, to przerasta i chce się pośrednio o tym mówić. Głosić światu radość. Pretensje mogę mieć tylko i wyłączenie do siebie. Egoistka.
Są takie chwile i znaki kiedy przestaję mieć wątpliwości. Są zdania, które topią je niczym promienie słońca rozpuszczające śnieg na początku wiosny. Te promyki, nawet niewielkie dają przyjemne ciepło. Z czasem, kiedy słońce wygląda coraz częściej jest takie uczucie, kiedy chcesz więcej. Więcej, więcej, więcej. Możesz spalić się w tym delikatym cieple. Nie byłoby to złe. Pragniesz tego. Czy można uzależnić się od Heliosa? Tak, bo jego dar jest niesamowity. Czy jest coś przyjemniejszego od nieśmiałego wiosennego żaru na twarzy,  kiedy źdźbła trawy pokonują ostatnie białe wyspy? To niezwykły czas.
Pierwsze wrażenie jest najważniejsze. Lecz drugie nie ustępuje rangą. Drugie może całkowicie zmienić opinię o człowieku. Wpłynąć na plus, lub wręcz przeciwnie. Nie, nie mam nic do stracenia. Mam. Nie coś, lecz kogoś. Ale spróbowałam. Nie mam sobie nic do zarzucenia oprócz braku zdolności konwersacji. Może to i lepiej. Nie chcę być nie fair. Nie chcę stracić tego co mam. Tego co jest niemalże pewne, na rzecz niepewnego.
Słońce błądzi w ciemnym lesie. Bo słońce nie wie czego chce. Słońce nie wie co ma czuć, ani myśleć. Słońce nie wie co ma robić. Błądzi w próźni zawieszonej 12 metrów nad ciemnym lasem. Ni w prawo, ni w lewo. Definicja to kalectwo a słońce ma zapędy masochistyczne, których wujek oducza. Czas nie stoi w miejscu. Dawne przyzwyczajenia słońca się skończyły. Teoria geocentryczna padła. Nastały czasy Kopernika. Ziemia nabiera szybszego tępa. Jednak mimo woli musi zwolnić. 
Świat musiał kiedyś inaczej wyglądać. Relacje między ludźmi. Miłość musiała mieć inne oblicze skoro teraz wychodzą na wierzch dziwne teorie pozorami uzasadnione. Gdyby wszystko ujrzało światło dzienne.. Wolałabym przez tydzień nie wracać do domu. Mamo, nie te literki. B, nie p. Zapamiętaj, bo to się przyda. Ta wiadomość nie będzie ostatnią.
Jak to jest, że pewne słowa, wypowiadane przez różne osoby mają zupełnie inny charakter. Nie wspominając o poziomie szczerości. Ważym czynnikiem są oczywiście relacje, lecz nawet mówione nie do końca poważnie mają odmienny ton. Niektórzy są po prostu bardziej wiarygodni. Okazywana troska jest tego potwierdzeniem. Tak jak życzliwość płynąca prosto z serca. Szczera. Opieka i odpowiedzialność. Mam w Tobie brata. 


  

Zaletą przeszłości jest to, że jest przeszłością

poniedziałek, 2 stycznia 2012

XXIX

Święta. Kolejne. W sumie dopiero drugie z pełną rodziną. Bo przyjaciele to rodzina, a rodzina jest zawsze na pierwszym miejscu. Niezależnie od sytuacji. Rodzina to rodzina. Oni nadają temu czasu magii i uroku. Specyficzna atomosfera. Chociaż śniegu brak, wyjątkowość zachowana. W sumie spotkanie jak każde lecz świąteczna nutka wyczuwalna. Uwielbiam wracać tam. Uwielbiam wracać tam, gdzie po uczuciowym przywitaniu rozpoczyna się szukanie ciapów. Nie zależnie od liczby osób, nikt nie jest skazany na chodzenie w butach lub samych skarpetkach. Uwielbiam wracać tam, gdzie zawsze jest sernik a przepyszny smak dzieciństwa znajduję w pierwszej szafce. Uwielbiam wracać tam, gdzie widok zza okna, sprzęty, pomieszczenia i miejsca przypominają tyle chwil sprzed lat. W parku coraz mniej drzew. Z każdym rokiem więcej pustki i szarości. Gdzie czasy kiedy rzucialiśmy się wszechobecnymi liściami, które zalegały na alejkach i placu zabaw. Przyklejalismy klonowe noski. Pamiętam huśtawkę z opony zrobioną przez starszego Grześka. Ile wtedy było radości. Jesienne zbieranie kasztanów. Zimą budowanie igla między drzewami. Lany Poniedziałek zawsze oznaczał hektolitry wylanej wody, bieganie z butelkami po parku, między garażami, komórkami i blokami. Boże Narodzenie to zawsze kolędnicy. Choinka stojąca w rogu pokoju. Cukierki na niej i prezenty pod. Krzyż na ścianie. Wielkie fotele i rozkładany stół. Wszystko ma swoje miejsce. Przeszłość, odczuwa się tam ze zdwojoną siłą. Pewnie za to kocham to miejsce. 
Może ktoś kiedyś odnajdzie ten niewielki kolczyk i wspomi małą Cld która była. Nie myślała co robiła ani mówiła. Bywała tu. Wspomni dziki śmiech, głupawy uśmiech, cienie pod oczami, zimne dłonie i jej milczenie. Ciszę, kiedy nie wiedziała co powiedzieć. Jej bezradność. Wspomni tę noc, widok  spokojnie wtulonej w wielkie ramiona i żal nad ranem. Każde objęcie przyjaciółki i dziwne teksty, których sens dostrzegają tylko one. Każde znaczace spojrzenie, wymowny usmiech. Kazde wyjscie na balkon i smutny powrot. Zmarwienie przepelniajace serce. Brak chęci do czegokolwiek. Temat tabu. Do niektórych tematów nie należy wracać i rozstrząsać ich na nowo. Nie pytaj. I tak nie odpowie. Nie jest ani słodka, ani otwarta. To urojenie w Twojej głowie. Wyidealizowany obraz, który akceptujesz mimo niezbyt przyjaznej rzeczywistości. Patrzysz przez przesłonę swoich pragnień i marzeń. Wyobrażenia stają się porządkiem dziennym. Nie znasz jej. Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz. Pamiętaj o tym co było. Wspomnisz ten dzień tak jak każdy poprzedni i następny. To co miało miejsce następnego wieczoru jak i niespełna miesiąc po. Wspomnisz ten dzień. Wspomnisz wszytko. 
Mam tą świadomość,że jeśli nie teraz, to nigdy. To jest właśnie ten czas na robienie głupstw. Nie ma miejsca na żal. Wypominać błędy będziemy na starość. Nie czas na to. Nie teraz. Ale nie mogę pozwolić sobie na pewne rzeczy. Moralność nie pozwala. Granice. Wyrzuty by mnie zżarły. Może jestem inna. Może mam podejście rodem z ubiegłej epoki, ale swoich zasad zamierzam się trzymać. Młodość młodością ale nie upadłam jeszcze tak nisko. Dziwią mnie pewne stanowiska, cóż, ludzi nie zmienię. Taki wiek? W takim razie wolę zostać dzieckiem. Za każdym razem żałuję coraz mniej, to muszę przyznać. Nie jest to jednak powód aby przekraczać granice. Moje granice, których nie zamierzam zmieniać. Niewykluczone, że kiedyś zmienię nastawienie. Lecz nie teraz. Przyjdzie czas i pora.





Nie możesz się poddać, nie ma gotowych rozwiązań,
nie ma na skróty dróg, przestań wstecz się oglądać.

niedziela, 11 grudnia 2011

XXVIII

Straciłam. Straciłam. Straciłam wszystko. Tego błędu nie umiem naprawić. Jest za późno. Każda minuta milczenia mi to uświadamia. Utwierdza w przekonaniu o mojej beznadziejności. Cisza. To napięcie. Drżące ręce. Nieodpowiednie słowa? Łza. Jedna, druga. Dźwięk. Lęk. Obawa. Radość. Cisza, jednak mam pewność, że mogę czegoś się spodziewać. Początek szczerej rozmowy. Tak, jak kiedyś. Ale moim błędem pewnie jest bezpośredniość  i wylewność. Ale po prostu czuję potrzebę wygadania się, opisania wszystkiego. Nawet pomimo pewnej przerwy. Są sprawy nie dające spokoju. Czasami zastanawiam się dlaczego mówię to wszystko. Szczegóły, o których nie masz pojęcia. One recytują się same. I właśnie to nadaje mi wizerunek egoistycznej małolaty niepotrafiącej opowiedzieć o problemie, który widzi tylko ona sama. Ja to tak dostrzegam. Zaprzeczasz. Mówisz, że jesteś od wysłuchiwania moich zawiłych monologów. To pomaga. Tak jak te momenty, kiedy mnie poprawiasz. "Przyjaciel", nie "kolega". "Przyjaciel". Za każdym razem. Nawet jeśli chodzi o kompletne szczegóły, rzeczy zupełnie nieważne. Miło jest to słyszeć. Uśmiech dobrowolny. Za każdym razem. I chociaż nie jestem dobrą przyjaciółką, dziękuję. Za wszystko. 
Może i czasami robię coś na siłę. Ale nie mogę pozwolić sobie na kolejną stratę. Za dużo mnie to kosztuje. 
I jak się cieszyć żeby nie zapeszyć? Doceniam to, jasne. Zwykła rozmowa daje wiele. Nawet ta, dotycząca błahych spraw. Zwykła rozmowa wiele zmienia. Czasem tyle co spowiedź. Chociaż nigdy nie ma takiego charakteru. Dlatego tak je uwielbiam. 
Pierwszy impuls tknął ktoś inny. Nadanie odpowiedniego rytmu należało do Ciebie. Pamiętaj o tym.
Ten kawałek, który zaledwie cztery godziny temu wydawał się być niezwykle pozytywnym, teraz wywołuje łzy. Tekst od zawsze mi się podobał. Ale wcześniej był inny. Bit nie miał tyle smutku w sobie. Zastąpił świetliste promienie zachodzącego słońca w każdym takcie. Odeszły. Teraz wszystko pływa. Być może przez te słowa na wiatr rzucane. Czego musiałaby dotyczyć obietnica aby została od początku do końca spełniona? Nie. To moja ślepa wiara w nie. Łamię zasady, więc ponoszę konsekwencje. Ale jak inaczej reagować? To jest podobne do narkomana na silnym głodzie, któremu obiecano nową działkę. Nie, to nie to. Pomimo zapewnienia sam na własną rękę szuka środków na dodatkowy towar. Chyba że wziąć pod lupę umierającego, kiedy uzależnienie dosłownie zabija. I jest tylko złudna nadzieja, że ratunek nadejdzie oraz myśli, jak piękny będzie świat po zażyciu. Plany na rozpoczęcie od nowa. Genialne pomysły na spędzanie czasu. Dosłownie widzisz to. Wszystko jest tak realistyczne.. Wierzysz w to. Czujesz zapachy, smaki, faktury.  Lepiej niż sen na jawie. Imaginujesz coraz więcej, coraz częściej, coraz intensywniej. Ale na wizjach się kończy bo diler szczęścia znika niczym słońce w deszczowy dzień . Przepada. Mija jeden dzień, drugi, trzeci. Następny tydzień. Kolejne puste dni. Błądząc pośród marzeń, gubisz gdzieś kawałek życia ale dalej w to brniesz. Niedoszły wybawca wraca. Nic nie mówi. Nic nie oferuje. Nic nie obiecuje. Masz jednak cichą nadzieję, że zaproponuje coś atrakcyjnego. Coś co cię interesuje najbardziej. Rozpoczyna rozmowę na zupełnie inny temat. Ciągle myśli skierowane masz w jednym kierunku. Czekasz cierpliwie. Od słowa do słowa zmienia się tor. Taaak. W końcu. Mówi o tym. Zaufasz mu?
Gdzie bym nie była, z kim bym nie była, z najdalszych zakątków, z każdego miejsca na ziemi, zawsze ale to zawsze, kiedy spojrzę w niebo odszukam księżyc i Oriona. Jego pas. Trzy gwiazdy, w jednej linii. Nie idealniej, bo nigdy nie jest idealnie, ale ułożone w doskonałej harmonii, lśniące blaskiem piękna. Te trzy, których nic nie rozdzieli. I chociaż to, co widzę jest przeszłością, wiem, że one zawsze będą razem. Kosmiczna siła łączy je niewidzialnym łańcuchem i chociaż oddalone o setki lat świetlnych, wciąż tak blisko siebie. Zawsze będą razem. Zawsze. Bo odległość nie ma znaczenia kiedy w grę chodzi silna więź. Z im większego dystansu patrzysz, tym są bliżej. Tak podobne, tak wzniosłe i królewskie na czarnym aksamicie nieba. I chociaż wokół są miliardy innych gwiazd, to właśnie one wyróżniają się najbardziej. Swym spokojnym majestatem. Szepczą potęgą. Świadome  swej doskonałości lecz nie obnoszą się swą wielkością. To zbędna kwestia. Są ważniejsze wartości. One mają siebie. Pomimo reszty wszechświata, ta odrębność jest odczuwalna. One mają siebie. I już na zawsze będą razem. Za każdym razem kiedy na nie spojrzę, pamięć przywoła pewną noc sierpniową. Noc, która była skutkiem czegoś większego. Czegoś, mającego początek wcześniej. Trzy gwiazdy. A może te trzy gwiazdy, pokochane właśnie wtedy,  mają skromny, ludzki odpowiednik? Swoje odbicie na ziemi? Bez majestatu i wzniosłości a wszystkie kosmiczne właściwości są głęboko ukryte, schowane przed światem? Trzy gwiazdy. Jeden pas. Odległość nie ma znaczenia. Trzy gwiazdy. Jeden pas. Na zawsze będą razem. 




Wewnętrzny głos wciąż pcha nas tam
Gdzieś poza horyzontu linię, poza życia plan
Idziemy tam, gdzie prowadzi nas czas
Ręce w niebo wznoszę aby dotknąć gwiazd

czwartek, 20 października 2011

XXVII

Najbardziej boli mnie to, że w takiej sytuacji nie wiem co powiedzieć. Po prostu nie wiem. Kiedyś było inaczej. Może problemy były inne, dlatego takie wrażenie. Może.  Źle się z tym czuję. Nic. Kompletne nic. Pustka. To nie jest normalne. Nic teraz nie jest normalne. Nie potrafię zachować się jak przyjaciółka. Zapomniałam jak to się robi. Naucz mnie tej sztuki. 
I tak oto nie ma tematu na który rozmawiałabym tylko z kolegą. Ostatni z wielu został rozpoczęty z kimś innym. Może to i lepiej. Nie kurzy się. Odświeżony. Zbyt wiele się zmieniło odkąd ostatnio gadaliśmy. Więc nie ma sensu trzymać go gdzieś w szufladzie. Reset. Nic nigdy nie było. O niczym takim nie rozmawialiśmy.
Kolejny raz przekonuje się, że bez ciągłego kontaktu coś się zaciera. Ile jeszcze? Mi już się nie ufa. Już się nie mówi co jest źle. Nie wspomina się o najmniej znaczących rzeczach. W sumie nigdy o nich nie słyszałam. Nie mam sił. Poddaję się. I tak każdego dnia zmagam się z bezradnością. Pamiętam ten najsmutniejszy dzień mojego życia. To chyba podświadomość wyciskała łzy. Nie potrafiłam określić czym było to spowodowane ale jestem prawie pewna co ją pobudziło. Świadomość, że mogę stracić coś tak ważnego. Tak wyjątkowego. Na zawsze. Straciłam. Być może da się odzyskać, przywrócić porządek, jednak nie potrafię tego zrobić. Nie wiem jak. Nadzieja, że jeszcze będzie jak dawniej znika z każdą kolejną łzą. A wtedy? Potoki. Nieprzespana noc. Pomimo próśb poduszka była mokra. Bo strata była bliska. Jedna rozmowa tak wiele mi uświadomiła. Ciężka noc, paskudny dzień, wieczór spędzony w kościele. Ludzie pytali, co się dzieje. Nie umiałam odpowiedzieć. Taki stan był mi obcy. Myślami zupełnie gdzieś daleko. Ponad wszystkim. Dziwne zawieszenie. Miałam wtedy chęć zostać w kościele aż do rana. Ale coś zaczęło się zmieniać. Śmiałam się, pamiętam. Humor zaczął się poprawiać. O 2 było już dobrze, wręcz pozytywnie. Następny dzień pamiętam aż za bardzo. Ale czy zawsze kiedy psychika leży gdzieś głęboko, na dnie, przyjdzie moment kiedy wzniesie się na szczyty? Nie.  Nie mam siły walczyć. Naprawdę nie mam. I nie mów, że chcieć to móc. Gdyby tak było, szpitale byłyby puste. 
Po pierwsze, zasłuż na to co masz. Po drugie, na to o co toczy się gra. Po trzecie, pracuj, atakuj i walcz , inaczej nie masz zupełnie żadnych szans. Nie mam żadnych szans. Nie zasługuję na to co mam ani na to o co toczy się gra. Nie mam o już co walczyć. Poddałam się dawno. Nie pracuję. Nie atakuję. Nie walczę. Z porażką zdążyłam się pogodzić. I nie impas tylko moja głupota osobista. Jestem beznadziejna.
Dziwne uczucie, kiedy słowa znienawidzonej niegdyś piosenki ciągle rozbrzmiewają. Ta bliskość jest co najmniej nienormalna.  Nie, to nie jest sentyment. Po prostu kojarzą mi się z czymś. To nie sentyment. To wspomnienia związane z pewnym czymś. Nawet tekst nie ma sensu, aczkolwiek w ucho wpada skutecznie. Nie zmienia to jednak faktu, że nienawidzę tego utworu. Denerwuje mnie. A może to nie sam kawałek tylko podszycie?
Najlepsza impreza w historii z nami? To chyba dobra reklama i 'przyzwoita' wizytówka. Ale drugiej takiej, przeżywanej w pełnej świadomości własnej nie wyobrażam sobie. To byłby szczyt patologii imprezowej. Maaaatkooo koooochaaanaa.



 

                                                                                                                       Utraciły słowa dawną moc..

poniedziałek, 3 października 2011

XXVI

I tak oto dosłownie się minęliśmy. Świadomość ta wpędza mnie w jeszcze głębszą otchłań tęsknoty.  Perspektywa spotkania trochę ratuje. Nie mniej jednak, tonę. Może trochę mniej niż niedawno. Jednak tonę. Pod tym względem ten rok jest fatalny. Niemal cały pod wodą. A może jakieś ocieplenie klimatu? Pustynia. O taaak. Ewentualnie tropiki, dla zdrowia. Nic lepszego chyba zdarzyć by się nie mogło. To by było coś. Zapomnieć o wilgoci oceanu. Albo chociaż znaleźć się na tratwie. Unieść się ponad to. Zapomnieć. Zbawienny ląd. Poza linią horyzontu. Coś zdaje się ukazywać. Zaraz jednak ginie. Pojawia się. Ginie. Zachodzi słońce - znika. Odchodzą chmury - znowu jest. Sama powiększam te wody. To nie jest zależne ode mnie. To dzieje się samoistnie. Nie chcę tego. Nie chcę. Uczucie bezradności. Mogę coś zrobić? Raczej nie. Jak widać, nie należy do moich mocnych stron budowanie mostów do odległych lądów. To wymaga czasu. Wytrwałość się znajdzie. Ale jaki człowiek sam, bez niczyjej pomocy stworzył most nad ogromną rwącą rzeką? Gołymi rękami. Bez niezbędnych materiałów. Nikt. Dlaczego miałoby się udać? 
Zadziwiające jak silne emocje może spowodować śmierć zupełnie obcej osoby. Przecież wchodząc do kościoła nawet nie znałam tożsamości. A może to nie sam fakt odejścia tylko te myśli? One nachodzą samoistnie. Myśli o tym, co przyniosłaby śmierć kogoś bliskiego. Jakie spustoszenie, ile łez, niezmierzony wymiar pustki. Ironia losu? Dzień wcześniej prawie to poczułam. Nigdy, ale to nigdy się tak nie bałam. Nigdy nie byłam w takim stanie. Nigdy w życiu nie byłam tak roztrzęsiona. Nigdy. Nie znałam wcześniej uczucia świadomości, że z połową mojego życia coś się stało. Zniknęła. Pojedyncze znaki tylko potęgowały strach. Okropne uczucie kiedy wiesz, że możesz tak po prostu stracić coś tak ważnego . Z dnia na dzień. Z minuty na minutę. Bezradność. Bo co robić w takiej sytuacji? Nie można siedzieć bezczynnie. Szukać? Ale gdzie? Impas. Zmysły gdzieś odeszły. Zdrowy rozsądek razem z nimi. Długa podróż w nieznane. A może właśnie tam, gdzie znajduje się serce? Tyle że skąd mam wiedzieć gdzie się znajdowało? Teraz to jasne, ale wtedy? Kto przypuszczał? Przez te wszystkie lata nie poznałam tak paskudnego uczucia. Nigdy więcej tego nie rób.
Może i nie traktuję tego jako kolejny błąd młodości ale źle się z tym czuję. Bardzo źle. Moralnie dziko. Jakby jedno czy dwa stwierdzenia załatwiły całą sprawę, zburzyły pewien mur. Teraz już nie mogę powiedzieć , że nigdy nie znalazłam się w takiej sytuacji, nie wiedziałam co robić. Byłam. Co robić, nie wiem dalej. Wciąż popełniam te same błędy. A to główny problem. Jedyne, czego się nauczyłam to to, że co by się nie stało, prędzej czy później, pewnej części na taki czy inny sposób będę żałowała. Jak zawsze zresztą. Zawsze.
Nie znam się na ludziach. To muszę przyznać. Nie ma nad czym się zastanawiać. Traktujmy się niepoważnie. Wiek przecież do niczego nie zobowiązuje. Zachowujmy się jak dzieci. Wszystko jest dla rozrywki. Sprawa czystko ekonomiczna. Inwestowanie w kamienie nie jest dobrym pomysłem. Zła koncepcja. 
Szczerość obraca się przeciwko mnie. Wniosek? Nie mieć nic wspólnego z tym tematem. Tyle że unikam go jak mogę, znając konsekwencje ale i tak zawsze zostaje poruszony. Wtedy jestem załatwiona. Dziękuje, że zawsze tak wychodzi.





I'll found you somewhere..