niedziela, 11 grudnia 2011

XXVIII

Straciłam. Straciłam. Straciłam wszystko. Tego błędu nie umiem naprawić. Jest za późno. Każda minuta milczenia mi to uświadamia. Utwierdza w przekonaniu o mojej beznadziejności. Cisza. To napięcie. Drżące ręce. Nieodpowiednie słowa? Łza. Jedna, druga. Dźwięk. Lęk. Obawa. Radość. Cisza, jednak mam pewność, że mogę czegoś się spodziewać. Początek szczerej rozmowy. Tak, jak kiedyś. Ale moim błędem pewnie jest bezpośredniość  i wylewność. Ale po prostu czuję potrzebę wygadania się, opisania wszystkiego. Nawet pomimo pewnej przerwy. Są sprawy nie dające spokoju. Czasami zastanawiam się dlaczego mówię to wszystko. Szczegóły, o których nie masz pojęcia. One recytują się same. I właśnie to nadaje mi wizerunek egoistycznej małolaty niepotrafiącej opowiedzieć o problemie, który widzi tylko ona sama. Ja to tak dostrzegam. Zaprzeczasz. Mówisz, że jesteś od wysłuchiwania moich zawiłych monologów. To pomaga. Tak jak te momenty, kiedy mnie poprawiasz. "Przyjaciel", nie "kolega". "Przyjaciel". Za każdym razem. Nawet jeśli chodzi o kompletne szczegóły, rzeczy zupełnie nieważne. Miło jest to słyszeć. Uśmiech dobrowolny. Za każdym razem. I chociaż nie jestem dobrą przyjaciółką, dziękuję. Za wszystko. 
Może i czasami robię coś na siłę. Ale nie mogę pozwolić sobie na kolejną stratę. Za dużo mnie to kosztuje. 
I jak się cieszyć żeby nie zapeszyć? Doceniam to, jasne. Zwykła rozmowa daje wiele. Nawet ta, dotycząca błahych spraw. Zwykła rozmowa wiele zmienia. Czasem tyle co spowiedź. Chociaż nigdy nie ma takiego charakteru. Dlatego tak je uwielbiam. 
Pierwszy impuls tknął ktoś inny. Nadanie odpowiedniego rytmu należało do Ciebie. Pamiętaj o tym.
Ten kawałek, który zaledwie cztery godziny temu wydawał się być niezwykle pozytywnym, teraz wywołuje łzy. Tekst od zawsze mi się podobał. Ale wcześniej był inny. Bit nie miał tyle smutku w sobie. Zastąpił świetliste promienie zachodzącego słońca w każdym takcie. Odeszły. Teraz wszystko pływa. Być może przez te słowa na wiatr rzucane. Czego musiałaby dotyczyć obietnica aby została od początku do końca spełniona? Nie. To moja ślepa wiara w nie. Łamię zasady, więc ponoszę konsekwencje. Ale jak inaczej reagować? To jest podobne do narkomana na silnym głodzie, któremu obiecano nową działkę. Nie, to nie to. Pomimo zapewnienia sam na własną rękę szuka środków na dodatkowy towar. Chyba że wziąć pod lupę umierającego, kiedy uzależnienie dosłownie zabija. I jest tylko złudna nadzieja, że ratunek nadejdzie oraz myśli, jak piękny będzie świat po zażyciu. Plany na rozpoczęcie od nowa. Genialne pomysły na spędzanie czasu. Dosłownie widzisz to. Wszystko jest tak realistyczne.. Wierzysz w to. Czujesz zapachy, smaki, faktury.  Lepiej niż sen na jawie. Imaginujesz coraz więcej, coraz częściej, coraz intensywniej. Ale na wizjach się kończy bo diler szczęścia znika niczym słońce w deszczowy dzień . Przepada. Mija jeden dzień, drugi, trzeci. Następny tydzień. Kolejne puste dni. Błądząc pośród marzeń, gubisz gdzieś kawałek życia ale dalej w to brniesz. Niedoszły wybawca wraca. Nic nie mówi. Nic nie oferuje. Nic nie obiecuje. Masz jednak cichą nadzieję, że zaproponuje coś atrakcyjnego. Coś co cię interesuje najbardziej. Rozpoczyna rozmowę na zupełnie inny temat. Ciągle myśli skierowane masz w jednym kierunku. Czekasz cierpliwie. Od słowa do słowa zmienia się tor. Taaak. W końcu. Mówi o tym. Zaufasz mu?
Gdzie bym nie była, z kim bym nie była, z najdalszych zakątków, z każdego miejsca na ziemi, zawsze ale to zawsze, kiedy spojrzę w niebo odszukam księżyc i Oriona. Jego pas. Trzy gwiazdy, w jednej linii. Nie idealniej, bo nigdy nie jest idealnie, ale ułożone w doskonałej harmonii, lśniące blaskiem piękna. Te trzy, których nic nie rozdzieli. I chociaż to, co widzę jest przeszłością, wiem, że one zawsze będą razem. Kosmiczna siła łączy je niewidzialnym łańcuchem i chociaż oddalone o setki lat świetlnych, wciąż tak blisko siebie. Zawsze będą razem. Zawsze. Bo odległość nie ma znaczenia kiedy w grę chodzi silna więź. Z im większego dystansu patrzysz, tym są bliżej. Tak podobne, tak wzniosłe i królewskie na czarnym aksamicie nieba. I chociaż wokół są miliardy innych gwiazd, to właśnie one wyróżniają się najbardziej. Swym spokojnym majestatem. Szepczą potęgą. Świadome  swej doskonałości lecz nie obnoszą się swą wielkością. To zbędna kwestia. Są ważniejsze wartości. One mają siebie. Pomimo reszty wszechświata, ta odrębność jest odczuwalna. One mają siebie. I już na zawsze będą razem. Za każdym razem kiedy na nie spojrzę, pamięć przywoła pewną noc sierpniową. Noc, która była skutkiem czegoś większego. Czegoś, mającego początek wcześniej. Trzy gwiazdy. A może te trzy gwiazdy, pokochane właśnie wtedy,  mają skromny, ludzki odpowiednik? Swoje odbicie na ziemi? Bez majestatu i wzniosłości a wszystkie kosmiczne właściwości są głęboko ukryte, schowane przed światem? Trzy gwiazdy. Jeden pas. Odległość nie ma znaczenia. Trzy gwiazdy. Jeden pas. Na zawsze będą razem. 




Wewnętrzny głos wciąż pcha nas tam
Gdzieś poza horyzontu linię, poza życia plan
Idziemy tam, gdzie prowadzi nas czas
Ręce w niebo wznoszę aby dotknąć gwiazd

2 komentarze: